Poznajmy się

Mary Syll (Sylwia Maria Witt), urodzona w roku 1989, w Rzeszowie. W wieku 8 lat zaczęła naukę w szkole muzycznej, w kierunkach: śpiew, pianino, keyboard dzięki czemu wielokrotnie zdobywała nagrody, zajmująć pierwsze miejsca w konkursach dziecięcych. W dzieciństwie, poza śpiewaniem zajmowała się też malarstwem, w tej kategorii także udało jej się wygrywać konkursy. Poza tym brała udział w występach ‚Mini Playback Show’ – z czego można wyciągnąć pewną konkluzję: Mary Syll artystyczność ma we krwii.

W wieku trzynastu lat przerwała naukę muzyczną ze względu na przeprowadzkę za granicę: do Holandii. Poniewaź gmina, w której mieszkała nie posiadała szkoły dla obcokrajowców, Mary Syll została zapisana do zwykłej, holenderskiej szkoły. Ze względu na brak umiejętności posługiwania się językiem niderlandzkim, dołączyła do pierwszej klasy, na najniższy poziom.
Ustalono że przez pierwszy rok jej oceny nie będą się liczyły, że ten pierwszy rok poświęcony zostaje na naukę języka a w nowym roku szkolnym zacznie ten sam rok od nowa, już z ocenami.
Jednak artystka zaskoczyła nawet dyrekcję szkoły przez nie tylko zmianę ich planów ale też awansowanie o poziom wyżej: na sprawdzianach z lekcji języka niderlandzkiego zdobywała najwyższe oceny z klasy, gdzie konkurowała z dziećmi holenderskimi. Tak więc szkoła anulowała pierwszy plan i pozwoliła jej przejść od razu do klasy drugiej oraz na wyższy poziom.

Kilka lat później artystka rozpoczęła swoją przygodę jako wolontariuszka w sali koncertowej Bibelot, w miejscowości Dordrecht. Zaczynając od roznoszenia ulotek, pracy za barem, noszenia instrumentów dla znanych artystów (m.in. UB40 i Lordi z Eurowizjii) oraz sprzątania całego budynku, awansowała na stażystkę i zaczęła uczyć się organizować oraz programować wieczory tematyczne i koncerty. W międzyczasie rozpoczęła też poszukiwanie zespołów muzycznych (rockowych) do współpracy – chciała wrócić do śpiewania. Jednak odkryła że to już nie takie łatwe, po tylu latach więc zapisała się na lekcje śpiewania żeby to i owo nadrobić.

W końcu odwaga zaczęła rosnąć, Mary Syll, wraz z dwoma koleżankami założyły kapelę akustyczną. Teksty miały być o mężczyznach, w złośliwy a jednak humorystyczny sposób a muzyka miała zawierać instrumenty typu: gitara akustyczna, bębenki bongo, mandolina, grzechotki itp.

Dzięki pomysłowi na zespół, artystka zdobyła motywację aby zacząć pisać własne kawałki. Mimo że nie miała pojęcia jak grać na gitarze, nie znała akordów ani chwytów, zaczęła. Na strychu znalazła zakurzoną gitarę – którą wcześniej dostała w urodzinowym prezencie od mamy. Gitara nie była nastrojona i brakowało jej jednej struny, ale to nie zniechęciło piosenkarki. Wykorzystując to co ma, tu i teraz, napisała trzy swoje pierwsze piosenki: ‚Lucy’, ‚Wine Of Life’ oraz ‚Asshole From Hollywood’.

Pomysł na zespół był niezły, jednak dziewczyny nie potrafiły ze sobą współpracować więc kapela szybko się rozpadła. Jednak dzięki tej angażacji, na drodze Mary Syll pojawiły się nowe możliwości. Pierwszą z nich jest fakt wymieniony powyżej: pisanie własnych piosenek.

Podczas jednego z koncertów organizowanych w sali Bibelot, Mary Syll zajmowała się techniką sceny. Zwijając kable do gitar, już po koncercie, odezwał się basista danego zespołu:
– Widzę że Ty coś masz z muzyką, śpiewasz? Piszesz?
Na co odpowiedziała że tak, właśnie zaczęła pisać własne piosenki. Bobby Jacobs – bo tak nazywa się owy basista zespołu Focus (zagrali m.in. na Mistrzostwach Świata Piłki Nożnej w latach ’70) – dał jej swoją wizytówkę i poprosił by wysłała mu nagrania piosenek. Tak też zrobiła lecz kiedy dostała zaproszenie do studia, zrezygnowała myśląc że to wszystko za pięknie brzmii aby być prawdziwe.
W roku 2011, kończąc swój roczny staż w sali koncertowej, Mary Syll nie tylko zorganizowała swój pierwszy event tematyczny ’50’s Prom’, w tym samym czasie dużo się działo w jej prywatnym życiu: po dwudziestu latach poznała swojego ojca biologicznego i dostała się do finału Miss Poland In Holland gdzie poraz pierwszy od wielu lat, miała okazję zabłysnąć na scenie. W parze z finałem wyborów miss szły wywiady w holenderskich i polskich mediach, artystkę można było zobaczyć w m.in. ogólnokrajowym programie MaDiWoDo Vrijdagshow oraz w znanej gazecie Volkskrant a na samej gali finałowej zagościli m.in. dziennkiarze z TVP Polonia.

Po wszystkich powyżej wymienionych wydarzeniach, Mary Syll poczuła przemęczenie, jej studia w kierunku Pedagoga/Pracownika Socjalnego nie szły za dobrze, postanowiła wziąć rok przerwy od wszystkiego i przemyśleć co tak naprawdę chce w życiu robić, ustalić sobie nowe cele. Jak się okazało, po rozmowach z lekarzem, doświadczyła ona wtedy ‚burn-out’u’. Przez ekstremalny niedobór witaminy D i ostatni chaos, zawitała nerwica lękowa, artystka bała się wyjść z domu. Zakładając że to sprawa tymczasowa i nie wiedząc co to dokładnie jest, postanowiła zignorować dolegliwości i zamknąc się w domu, gdzie zaczęła pisać nowe utwory.

Przypominając sobie o basiscie zespołu Focus, postanowiła się z nim skontaktować i wysłać swoją nową muzykę, tym razem zebrała odwagę i pojechała do studia gdzie nagrała trzy pierwsze piosenki. Bobby Jacobs postanowił połączyć muzykę elektroniczną z nieprofesjonalną grą na gitarze i pełnym melancholii śpiewem Mary Syll. Starał się też asystować i przekazywał swoją wiedzę techniczną piosenkarce.

Pewnego dnia dostała maila od zespołu T.Love. Był to Muniek Staszczyk z zapytaniem czy ona nadal mieszka w Holandii i skąd on ją zna. Przypomniało jej się jak organizując swoje osiemnaste urodziny zaprosiła zespół T.Love by zagrali na jej imprezie za darmo. Wtedy Muniek ostro odpowedział że nie ma mowy. Teraz, odpowiadając na nowego maila od Muńka, Mary Syll przypomniała mu ową rozmowę. Ogłaszając że zespół T.Love niedługo wystąpi w Holandii, Muniek zaprosił artystkę na kawę w centrum Hagi i dał jej darmową wejściówkę na koncert. Do swoich przeprosin dołączył płytę z autografem.
Podczas rozmowy przy herbacie, rozpoczeli następną dyskusję. Mary Syll uparcie twierdziła że można pisać piosenki bez wiedzy technicznej, bez żadnych akordów na gitarze. Muniek twierdził że chociaż ze trzy powinna znać. Kilka lat później artystka przyznała mu rację na swoim oficjalnym blogu i podziękowała za także jego upartość bo dzięki jego słowom jednak zaczęła się uczyć gry na gitarze. Muniek okazał się być fanem zespołu Focus – z któym w tej chwilii współpracowała Mary Syll. Jednak współpraca się zakończyła gdy piosenkarka dostała się do Popacademie w Rotterdamie gdzie następnie studiowała w kierunku Singer/Songwriter.

Podczas muzycznej nauki w Popacademie, artystka należała do kilku kapel muzycznych, jak m.in. Bambooka, Sweethard i Mary Syll & The Jukebox oraz rozwijała swój solowy act, zwany Mary Syll który rozwijał się poprzez różne style: country, folkpop, balkan-disco i 80’s pop.
Na swój egzamin zorganizowała festiwal w sali Bibelot – w której wcześniej działała jako wolontariuszka, na którym wystąpiła dwukrotnie: jako Mary Syll oraz z zespołem Bambooka – był to przy okazji ostatni koncert tego zespołu. Egzaminatorzy dumnie ocenili jej organizację i prezentację scenową na najwyższą ocenę.

Mary Syll & Bambooka – podczas egzaminu Popacademie:
https://www.youtube.com/watch?v=1HQssM7C_lo

Po zakończeniu szkoły, Mary Syll zaczęła od nowa się odnajdywać w muzyce. Po terapii ze względu na jej nerwicę lękową która została zdiagnozowana jako Agorafobia, artystka od nowa zaczęła się krok po kroku podnosić i działać. Tak, zupełnie przypadkowo, trafiła na koncert polskiego zespołu Lady Pank, którego została supportem. Ten koncert był dla niej przełomowym momentem w życiu, odkryła coś nowego: pisanie piosenek w języku polskim. Ponieważ nie mogła znaleźć producenta muzycznego który zrozumiał by jej pomysły, zaczęła komponować i nagrywać sama własne kawałki, z polskimi tekstami. Komponowania, nagrywania oraz mixowania utworów nauczyła się za pomocą internetu oraz dopasowania tego w praktyce i dzięki własnym błędom.

Dalej szukając czego tak naprawdę chce w życiu i przez cięzki okres w życiu prywatnym postanowiła wyjechać na kilka miesięcy do Polski, do babci mieszkającej na wsi. Znajdując tam spokój, naturę i ciszę której potrzebowała, wróciła do ‚żywych’ z podwójną mocą: zaczęła nagrywać swoją pierwszą, polską płytę ‚Ognisko’. Marzyła by zabłysnąć w stylu polskiego rocka z lat .80 i .90, inspirowała się przez artystów jak m.in. Lady Pank, Perfekt, T.Love, Maanam i Republika.

Po nagraniu pierwszych pięciu kawałków, przypominając sobie swoją starą znajomość, napisała do Muńka Staszczyka z zespołu T.Love, znowu spotkali się na kawie w Warszawie. Muniek wysłuchał jej piosenek po czym stwierdził że artystka powinna coś z tym zrobić. Jego zdanie na temat piosenek brzmiało: ‚Piszesz szczere teksty a Twoja historia i charakter przypominają mi pewną osobę… Korę z Maanamu’. Do Kory, Mary Syll była porównywana częściej, m.in. przez kilkudziesięciu internautów którzy usłyszeli jej piosenki. Słowa Mary Syll na ten temat: ‚Zaczęłam nagrywać o godzinie szóstej rano lub w nocy, byłam przemęczona więc samo jakoś to poszło że zaczęłam śpiewać używając innej techniki śpiewu. Lubiłam Maanam bo słuchała ich moja mama kiedy ja jeszcze byłam dzieckiem, jednak jakoś nigdy się nie skupiałam na tym żeby się upodobnić do nich lub Kory. Myślałam że jak mnie już ktoś porówna to bardziej do Anity Lipnickiej czy Urszuli, może gdzieś w głębi do Maryli Rodowicz ale do Kory? Nie spodziewałam się tego, lecz jest to dla mnie zaszczyt, po prostu nigdy nie pomyślałam że mogłabym tak wspaniałej artystce dorównać, dlatego nawet się za to nie brałam.’

Polska kariera Mary Syll zaczęła się pozwoli rozwijać. Plany na płytę były już omówione z producentami muzycznymi którzy na swojej liście mieli różnych znanych artystów jak Dżem czy Małgorzata Ostrowska oraz z Leszkiem Biolikiem – basistą zespołu Republika. Także Muniek Staszczyk nadal okazywał wsparcie, kontaktując ją z m.in. Universal Music Polska.
Jednak okazało się że żeby nagrać taką profesjonalną płytę, potrzebne jest kilkanaście tysięcy złotych a Mary Syll w danym momencie nie miała takiej możliwości. Poddając się, wróciła do Holandii, z myślą że jeszcze kiedyś do tego wróci. Lecz nie wróciła sama, tym razem ze swoją odnalezioną miłością, chłopakiem którego znała już w dzieciństwie. Po dwudziestu latach spotkali się ponownie, w Polsce w momencie kiedy oboje przyjechali na wakacje do Polski (on z Islandii). Razem postanowili założyć domowe ognisko z planami na wspólne założenie rodziny.

Kilka miesięcy później Mary Syll ogłosiła światu że jest w ciąży i że w czwartym jej miesiącu wystąpi jako support zespołu Perfekt w Hadze. Podczas koncertu zespołu Perfekt, piosenkarz Markowski zadedykował swój utwór ‚Kołysanka Dla Nieznajomej’ dla Mary Syll i dzieciątka.
W siódmym miesiącu ciąży, artystka ponownie wystąpiła jako DJ na imprezie zwanej Polish Nights: Polish Rock – którą sama zorganizowała w sali koncertowej Bibelot w Dordrechcie.

Po roku bycia mamą, artystka zaczęła znów powoli szukać sposobu by powrócić do muzyki. Znalazła, nieco inny niż wcześniej planowała, sposób: muzyczno-języczna nauka języka niderlandzkiego. Początkowo chciała sobie zwyczajnie dorobić, dając prywatne lekcje ludziom którzy chcą nauczyć się języka i  nagrała jedną serię audiobooków która miała być ‚dodatkiem’ do tych lekcji, czymś w stylu ‚zadania domowego’. Jednak zainteresowanie samymi audiobookami zaczęło rosnąć w szybkim tempie. Artystka, otwierając się na zainteresowanie klientów, otworzyła oficjalną firmę i nagrała drugą serię muzyczno-języcznych audiobooków.

Więcej o produkcie można dowiedzieć się tutaj.